
Po wielu latach w cieniu Buttrich nareszcie zdecydował się na własny album, który ma pokazać światu, jak wybitny z niego producent. Czy faktycznie na „Crash Test” Martin pokazał wszystkie swoje możliwości? Wszystkie, poza jedną – chwytliwości „Huntera” tu nie uświadczycie. Album zaczyna się bardzo głęboko – „Tripping in the 16th” to wolny, nu-jazzowy deep house, z delikatnym saksofonem i kobiecymi szeptami. Polecamy też „I’m Going There One Day” (subtelny groove, trąbka, pomysłowo wplecione odgłosy dzieci); „Hoochie Mama” (deepowe space boogie z westernowym klimatem); utwór numer 5 czaruje nas trancującym intrem i stylistyką bliską dokonaniom Gui’a Boratto, kolejny „Song Six” to porywający housowy groove, ozdobiony unoszącymi padami syntezatora, głowa rusza się sama…
Ostatnia część albumu to powrót do otulających, deeepowych beatów (najbardziej wyrazisty wydaje się być „You Must Be This High”), które zapraszają nas prosto w otchłań pełną dość mrocznej i jednak wycofanej elektroniki tanecznej. Reasumując „Crast Test” może czasem nie okazać się wielkim wydarzeniem, czegoś tej płycie ewidentnie brakuje. A może to tylko ja oczekiwałem nie wiadomo czego? Zakładałem, że ktoś taki jak Buttrich nagra album genialny od pierwszej do ostatniej nuty, tymczasem do tego celu brakuje dużo. Co nie zmienia faktu, że musicie tej płyty posłuchać, co najmniej połowa tego materiału to rzeczy ponadprzeciętne.
Źródło informacji: Dj.Mag